Na Oddziale byłam do 14 października 2016 i był to najlepszy czas w moim życiu, fakt łatwo nie było bywały gorsze dni, początek tam też był trudny, ale poznałam tam na prawdę wspaniałych ludzi na których mogę liczyć.
Alkoholizm w naszym kraju jest postrzegany źle, ludzie słysząc o tym, że ktoś jest alkoholikiem myślą, że pewnie jest to osoba bezdomna, cały czas pijana, żebrząca chociażby o złotówkę, ale nie jest to prawdą.. Ja też długi czas nie widziałam u siebie problemu i alkoholizm traktowałam stereotypowo. Jak wylądowałam na oddziale czułam się jakbym zderzyła się ze ścianą.
A teraz? Mineły 3 miesiące od kiedy wyszłam z oddziału.
I mam się dobrze. Kilka razy zapiłam, ale teraz jest dobrze, nie mówię o jakimś dużym sukcesie, bo dopiero 2 tygodnie minęły od mojego ostatniego zapicia.
Zmieniło się dużo.
Mam rodzinę na którą zawsze mogę liczyć, a jeszcze niedawno wogóle się z nimi nie dogadywałam, mam wspaniałych przyjaciół, którzy rozumieją mnie jak nikt inny i mam wspaniałego chłopaka z którym już raz byłam, lecz wszystko zepsułam przez moje picie, ale jednak ułożyło się tak, że od ponad miesiąca jesteśmy razem. I wiecie co wam powiem ? Jestem na prawdę szczęśliwa. Dawno się tak nie czułam.
niedziela, 22 stycznia 2017
piątek, 20 stycznia 2017
Piciorys.
Zacznę od początku..
Mam na imię Kasia mam 21 lat i jestem alkoholiczką..
Atmosferę w domu, gdy byłam mała wspominam dobrze. Mama długi czas nie pracowała, żeby zajmować się mną i moim starszym bratem. Tata pracował na budowie. Alkohol pojawiał się w moim domu okazyjnie. W 2004 roku ojciec zmienił pracę, zaczął pracować jako kierowca, zdarzało się, że nie było go w domu nawet po 6 tygodni. W szkole podstawowej uczyłam się dobrze. Moje podejście do nauki zmieniło się w drugiej klasie gimnazjum, zaczęłam chodzić na wagary i przestałam przykładać się do nauki. Alkoholu pierwszy raz spróbowałam w 2011 roku w kwietniu, był to dzień moich szesnastych urodzin. Piłam wtedy wódkę, upiłam się tak, że mama musiała po mnie przyjechać z drugiego końca miasta. Na drugi dzień czułam się źle i było mi bardzo wstyd, że mama musiała oglądać mnie w takim stanie. Po około 2 miesiącach zaczęłam chodzić na imprezy z bratem i jego znajomymi, wtedy wypiłam pierwsze piwo. Na imprezy chodziliśmy co tydzień, piłam nie więcej niż 3 piwa. W 2011 roku zaczęłam technikum, skupiłam się wtedy na nauce i ograniczyłam imprezy. Piłam okazyjnie, w 2012 roku zmieniłam szkołę, profil klasy był ten sam, lecz poziom niższy. W 2013 roku, gdy skończyłam 18 lat doszłam do wniosku, że nie chcę się już uczyć i zrezygnowałam ze szkoły. Jakiś czas później zaczęłam pracę na magazynie, lecz po dwóch tygodniach zrezygnowałam. Przez długi czas siedziałam w domu, znów zaczęłam chodzić na imprezy i żyłam od weekendu do weekendu. Na początku 2014 roku zaczęłam pracę w biedronce, zaczęłam również rozmawiać z ludźmi z osiedla na którym wtedy mieszkałam, znałam ich wcześniej z widzenia i nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego, lecz jednak wyszło na to że zaczełam się z nimi spotykać w wolnym czasie, a spotkania te nigdy nie odbywały się bez alkoholu. Często wracałam do domu w środku nocy pijana i robiłam awantury bez powodu, nie obyło się wtedy bez interwencji policji. Gdy mijała mi wtedy złość, pojawiał się smutek, samookaleczałam się twierdząc, że nie chce żyć. Moi rodzice widząc co się ze mną dzieje zdecydowali się na sprzedaż mieszkania i przeprowadzkę, a między czasie zgłosili się o pomoc do Miejskiej Komisji Alkoholowej. W sierpniu przez moje picie straciłam pracę, wtedy zaczął się mój najdłuższy ciąg, który trwał ponad miesiąc. Od picia nie powstrzymało mnie nawet to, że wylądowałam na izbie wytrzeźwień, a ojciec wyrzucił mnie z domu. Piłam wtedy jeszcze więcej, przez tydzień mieszkałam u znajomego, w dniu w którym rodzice mieli zdać klucze od mieszkania nowym właścicielom doszłam do wniosku, że mam dość picia. Zadzwoniłam do mamy, która powiedziała, że mogę wrócić pod warunkiem, że nie będę pić, obiecałam jej to i trzymałam się tego jakiś czas, lecz nie trwało to długo. Dostałam wezwanie z Komisji Alkoholowej, skierowali mnie tam na terapie intywidualną na którą poszłam raz, gdy z niej wyszłam pojechałam na osiedle na piwo, ale skończyło się na tym, że wróciłam do domu na drugi dzień jeszcze pijana, każde moje wyjście z domu kończyło się tak samo. Po jakimś czasie dostałam kolejne wezwanie w Komisji Alkoholowej, wtedy skierowali mnie na terapie dzienną dochodzącą. Na początku 2015 roku zaczęłam tą terapię, rodzice widząc, że sie uspokoiłam kupili mi samochód. Terapię przerwałam po okolo 3 tygodniach, twierdząc, że nie mam problemu z alkoholem. Nie piłam, ponieważ wszędzie jeździłam samochodem, po jakimś czasie dostałam wezwanie na sprawę w sądzie z powodu mojego picia. Na początku lipca odbyła się ta sprawa, sąd przyznał mi wtedy kuratora i skierował na terapie indywidualną. Znalałam pracę na magazynie niedaleko domu więc wszystko się zaczynało układać. W sierpniu umówiłam się ze znajomymi z pracy na impreze, pojechałam samochodem miałam spać u koleżanki, lecz stwierdziłam, że musze wrócić do domu i wsiadłam do samochodu pod wpływem alkoholu. Spowodowałam wypadek, wjechałam w słupki przy przystanku tramwajowym, straciłam prawo jazdy, ale na szczęście nikomu się nic nie stało. Później cały czas żyłam tylko od weekendu do weekendu, żeby się napić i odstresować. Pani kurator pojawiła się u mnie na początku 2016 roku, dała mi szanse twierdząc, że mam 3 miesiące na udowodnienie, że nie muszę pić i będę chodzić na terapię indywidualną. Na tej terapii też byłam tylko raz, tłumaczyłam się tym, że pracuje na 3 zmiany i nie mogę pogodzić pracy z terapią, widząc że nic nie robie żeby nie pić skierowała sprawę do sądu i tak 23 sierpnia 2016 roku wylądowałam na Oddziale Leczenia Uzależnień..
Mam na imię Kasia mam 21 lat i jestem alkoholiczką..
Atmosferę w domu, gdy byłam mała wspominam dobrze. Mama długi czas nie pracowała, żeby zajmować się mną i moim starszym bratem. Tata pracował na budowie. Alkohol pojawiał się w moim domu okazyjnie. W 2004 roku ojciec zmienił pracę, zaczął pracować jako kierowca, zdarzało się, że nie było go w domu nawet po 6 tygodni. W szkole podstawowej uczyłam się dobrze. Moje podejście do nauki zmieniło się w drugiej klasie gimnazjum, zaczęłam chodzić na wagary i przestałam przykładać się do nauki. Alkoholu pierwszy raz spróbowałam w 2011 roku w kwietniu, był to dzień moich szesnastych urodzin. Piłam wtedy wódkę, upiłam się tak, że mama musiała po mnie przyjechać z drugiego końca miasta. Na drugi dzień czułam się źle i było mi bardzo wstyd, że mama musiała oglądać mnie w takim stanie. Po około 2 miesiącach zaczęłam chodzić na imprezy z bratem i jego znajomymi, wtedy wypiłam pierwsze piwo. Na imprezy chodziliśmy co tydzień, piłam nie więcej niż 3 piwa. W 2011 roku zaczęłam technikum, skupiłam się wtedy na nauce i ograniczyłam imprezy. Piłam okazyjnie, w 2012 roku zmieniłam szkołę, profil klasy był ten sam, lecz poziom niższy. W 2013 roku, gdy skończyłam 18 lat doszłam do wniosku, że nie chcę się już uczyć i zrezygnowałam ze szkoły. Jakiś czas później zaczęłam pracę na magazynie, lecz po dwóch tygodniach zrezygnowałam. Przez długi czas siedziałam w domu, znów zaczęłam chodzić na imprezy i żyłam od weekendu do weekendu. Na początku 2014 roku zaczęłam pracę w biedronce, zaczęłam również rozmawiać z ludźmi z osiedla na którym wtedy mieszkałam, znałam ich wcześniej z widzenia i nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego, lecz jednak wyszło na to że zaczełam się z nimi spotykać w wolnym czasie, a spotkania te nigdy nie odbywały się bez alkoholu. Często wracałam do domu w środku nocy pijana i robiłam awantury bez powodu, nie obyło się wtedy bez interwencji policji. Gdy mijała mi wtedy złość, pojawiał się smutek, samookaleczałam się twierdząc, że nie chce żyć. Moi rodzice widząc co się ze mną dzieje zdecydowali się na sprzedaż mieszkania i przeprowadzkę, a między czasie zgłosili się o pomoc do Miejskiej Komisji Alkoholowej. W sierpniu przez moje picie straciłam pracę, wtedy zaczął się mój najdłuższy ciąg, który trwał ponad miesiąc. Od picia nie powstrzymało mnie nawet to, że wylądowałam na izbie wytrzeźwień, a ojciec wyrzucił mnie z domu. Piłam wtedy jeszcze więcej, przez tydzień mieszkałam u znajomego, w dniu w którym rodzice mieli zdać klucze od mieszkania nowym właścicielom doszłam do wniosku, że mam dość picia. Zadzwoniłam do mamy, która powiedziała, że mogę wrócić pod warunkiem, że nie będę pić, obiecałam jej to i trzymałam się tego jakiś czas, lecz nie trwało to długo. Dostałam wezwanie z Komisji Alkoholowej, skierowali mnie tam na terapie intywidualną na którą poszłam raz, gdy z niej wyszłam pojechałam na osiedle na piwo, ale skończyło się na tym, że wróciłam do domu na drugi dzień jeszcze pijana, każde moje wyjście z domu kończyło się tak samo. Po jakimś czasie dostałam kolejne wezwanie w Komisji Alkoholowej, wtedy skierowali mnie na terapie dzienną dochodzącą. Na początku 2015 roku zaczęłam tą terapię, rodzice widząc, że sie uspokoiłam kupili mi samochód. Terapię przerwałam po okolo 3 tygodniach, twierdząc, że nie mam problemu z alkoholem. Nie piłam, ponieważ wszędzie jeździłam samochodem, po jakimś czasie dostałam wezwanie na sprawę w sądzie z powodu mojego picia. Na początku lipca odbyła się ta sprawa, sąd przyznał mi wtedy kuratora i skierował na terapie indywidualną. Znalałam pracę na magazynie niedaleko domu więc wszystko się zaczynało układać. W sierpniu umówiłam się ze znajomymi z pracy na impreze, pojechałam samochodem miałam spać u koleżanki, lecz stwierdziłam, że musze wrócić do domu i wsiadłam do samochodu pod wpływem alkoholu. Spowodowałam wypadek, wjechałam w słupki przy przystanku tramwajowym, straciłam prawo jazdy, ale na szczęście nikomu się nic nie stało. Później cały czas żyłam tylko od weekendu do weekendu, żeby się napić i odstresować. Pani kurator pojawiła się u mnie na początku 2016 roku, dała mi szanse twierdząc, że mam 3 miesiące na udowodnienie, że nie muszę pić i będę chodzić na terapię indywidualną. Na tej terapii też byłam tylko raz, tłumaczyłam się tym, że pracuje na 3 zmiany i nie mogę pogodzić pracy z terapią, widząc że nic nie robie żeby nie pić skierowała sprawę do sądu i tak 23 sierpnia 2016 roku wylądowałam na Oddziale Leczenia Uzależnień..
Trochę o mnie..
Witam,
Mam na imię Kasia i mimo swojego młodego wieku jestem alkoholiczką.
Długo zastanawiałam się czy założyć bloga i doszłam do wniosku, że przecież to nie zaszkodzi więc czemu nie ? Zwłaszcza, że kocham pisać.
Alkoholizm jest chorobą nieuleczalną, lecz można nad tym zapanować..
Mam 21 lat i dobrze się o tym przekonałam.
Mam nadzieje, że mój blog zainteresuje chociaż kilka osób i nie będę pisać go tylko dla siebie.
Mam zamiar opisać tu co się działo w moim życiu jak piłam i co zmieniło się teraz, może kogoś to zmotywuje na przykład do leczenia co byłoby dla mnie dużym sukcesem ;) .
Mam na imię Kasia i mimo swojego młodego wieku jestem alkoholiczką.
Długo zastanawiałam się czy założyć bloga i doszłam do wniosku, że przecież to nie zaszkodzi więc czemu nie ? Zwłaszcza, że kocham pisać.
Alkoholizm jest chorobą nieuleczalną, lecz można nad tym zapanować..
Mam 21 lat i dobrze się o tym przekonałam.
Mam nadzieje, że mój blog zainteresuje chociaż kilka osób i nie będę pisać go tylko dla siebie.
Mam zamiar opisać tu co się działo w moim życiu jak piłam i co zmieniło się teraz, może kogoś to zmotywuje na przykład do leczenia co byłoby dla mnie dużym sukcesem ;) .
Subskrybuj:
Posty (Atom)